Pashupatinath Temple: dzień niespodziewanych spotkań

Pashupatinath Temple: dzień niespodziewanych spotkań


Notice: Trying to access array offset on value of type null in /home/eurorune/lifeofus.net/wp-content/plugins/cws_google_picasa_pro/shortcodes/partials/results_carouselGP.php on line 34

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/eurorune/lifeofus.net/wp-content/plugins/cws_google_picasa_pro/shortcodes/partials/results_carouselGP.php on line 34

Wyszliśmy z domu całą rodziną zasadniczo w poszukiwaniu ciepłych skarpetek…

a i rozgrzać nieco kości na słońcu.

Ponieważ poszukiwania same w sobie byłyby nieco nudne, wyznaczyliśmy sobie ścieżkę nowym nieznanym szlakiem, zakładając że skarpetki same nas znajdą.

Sel na śniadanie

Ominąwszy Baudhanath przekroczyliśmy ruchliwą ulicę Baudha Sadak, przy której stoi stupa i wkroczyliśmy w rejon, w który blade twarze nie zapuszczają się wcale. Tam naszym przystankiem był chai shop, w którym z przyjemnością rozsmakowaliśmy się w świeżutkich, jeszcze gorących pączkach nepalskich – to nie są jednak żadne doughnuts, a robione z ryżu sel – oraz przypalonej nieco masala chai.

Po degustacji skierowaliśmy się dalej w labirynt uliczek wzmacniając się po drodze cukierkami i orzeszkami. Ostatecznie doszliśmy do szerokiej ulicy, gdzie po drugiej stronie widać było schody prowadzące na wzgórze, oraz skaczące po tym wzgórzu i schodach małpy. „Ooo, chodźmy tam, chodźmy tam!” – padło ze strony którejś z dziewczynek.

Niezwłocznie więc przekroczyliśmy ulicę i zaczęliśmy wspinać się wzdłuż schodów karmiąc po drodze małpy cukierkami.

Kailash Danda

Wzgórze – kathmandzka wersja świętej góry Kailash – okazało się miejscową górką spotkań, gdzie piknikują rodziny, pary i grupki znajomych. Tu i tam odpoczywały krowy. Maluchy nadal uganiały się za małpami oraz za stadami gołębi. Łatwo było zauważyć, że małpy stanowiły dla nas tego samego rodzaju atrakcję, jaką jest nasza rodzina dla Nepalczyków.

Oferty kateringowej na wzgórzu nie było, prócz sprzedaży jakichś nepalskich chipsów, ale z dala widoczny był namiot, w którym coś sprzedawano i stały krzesełka. Skojarzyliśmy sobie wzgórze w dowolnym polskim mieście w niedzielne popołudnie…. kiełbaski i piwo! Chociaż kiełbaski to w Nepalu raczej niemożliwa sprawa…

Na zapach było zupełnie podobnie i aromat pieczonego mięsa docierał do nas coraz wyraźniej. „Mamo, naprawdę czuję kiełbaski! – powiedziała do mnie Maja. Kiełbasek w namiocie jednak nie było.

Po tylnej stronie wzgórza płynęła tajemnicza brudna rzeczka, wzdłuż której stały gdzieniegdzie ni to stupy – ni to świątynki hinduskie. Dalej zaś rozciągał się ogromny kompleks świątynny, który bezwzględnie postanowiliśmy odwiedzić.

„Oooo…” – to była nasza reakcja, na ten widok. Niezwłocznie zeszliśmy schodkami w dół do śmierdzącej rzeczki. Sfilmowaliśmy tam życie pewnej małpiej rodziny degustującej ofiary świątynne i poszliśmy dalej ścieżką wzdłuż rzeczki, którą zwą – jak się dowiedzieliśmy – Bagmati.

Zmierzając do ogromnego kompleksu świątynnego, który zobaczyliśmy ze wzgórza mijaliśmy zawieszone na skale stare domki odosobnieniowe, które używane są po dziś dzień. Jakiego rodzaju sadhu je okupują – temat cokolwiek ciekawy… Tę tajemnicę zostawiamy do rozwikłania innym ciekawskim eksplorerom nepalskiej kultury.

Pashupatinath – to właśnie tu trafiliśmy dziś, zupełnie niespodzianie…

Maluchy pośród kolejnych niespodziewanych spotkań z małpami same zaczęły przypominać małpy. Rozglądaliśmy się nieustannie za naszą trójką, którą na szczęście słychać było głośno ze świątynnymi śpiewami w tle i gwarem turystycznego ruchu.

Anna przywłaszczyła sobie świątynny wieniec wiszący na mostku z całkiem jeszcze świeżych i pachnących kwiatów marigold.

Ponad wszystkim unosił się dym ghatów.

Wzdłuż rzeczki płonęły stosy z ciałami zmarłych, które to właśnie były źródłem owego „aromatu kiełbasek”.

Po drugiej stronie rzeczki, pośród wielu małych świątynek znajdowały się schody, którymi poszliśmy w górę. Doszliśmy do kathmandzkiego punktu spotkań przeróżnych sadhu, zwanego potocznie Świątynią dla Szlachetnych.

Sadhu

Siedzieli lub leżeli rozmawiając, odpoczywając, medytując lub paląc, na matach, na ziemi lub przy ogniskach. Uwagę naszą, a także rzeszy zgromadzonych, przyodzianych w pomarańczowe kolory sadhu przyciągał jeden z nich, z dredami, który głośno krzyczał „Yoga, yog!”

Pośród sadhu chodziły także odziane w sari w pomarańczowo-żółtych odcieniach kobiety noszące drewno lub serwujące joginom pożywienie.

Mijajac grupki sadhów poszliśmy jeszcze wyżej po schodach, wzdłuż których przesiadywali kolejni joginii. Łatwo było zauważyć jak wielu młodych adeptow sadhu znajduje tutaj dla siebie miejsce.

Okazuje się, że współcześnie bycie sadhu to juz nie jest alternatywna – do bramińskiego życia – ścieżka duchowa, ale początek obiecującej kariery na forum napływającej masy turystów.

Manakamana Mandir

Dotarliśmy w kolejne miejsce zapełnione maleńkimi świątynkami, pośród których skakały rzesze małp. W takim towarzystwie szybkość reakcji musisz mieć zwiększoną, bo możesz zostać nie tylko bez cukierków ale i bez podstawowego sprzętu optycznego typu aparat czy telefon… a potem zostanie ci już tylko gonić za małpą…

Tymczasem Anna – nasza najmłodsza kanchi – upodobała sobie kamiennego byka Nandi stojącego przed jedną ze świątynek. Obdarowała go swoim wieńcem z kwiatków marigold, pożegnała na odchodne i pogłaskała po pysku. Gdy odeszliśmy kilka kroków, małpa nieusatysfakcjonowana wcześniej nieotrzymanym cukierkiem porwała wieniec i uciekła wywołując u Anny okrzyk protestu.

Przekonaliśmy Anię, by podarowała małpie słodkie kwiatki, a tymczasem okazało się, że byków Nandi jest więcej. Stał po jednym przed każda z małych świątynek i Ania każdemu z nich ofiarowała po jednym kwiatku ze zgubionych przez małpę.

Minęliśmy kolejną Gorakhnath Temple

Dalej droga prowadziła już tylko po szerokich kamiennych schodach w dół. Kontynuując małpie spotkania opuszczaliśmy kompleks Pashupatinath mijając ostatnią już Sri Guhyeshwari Temple, do której wstęp dla nie-hindusów był zakazany.

Przekroczyliśmy most nad Bagmati skierowaliśmy się w stronę domu zatrzymując się po drodze na masala chai. Skarpetki znalazły nas same, w całkiem dobrych cenach zupełnie niedaleko od domu.

Ostatecznie – podsumowując dzisiejszą przechadzkę – można powiedzieć, że dla zainteresowanych katmandzkimi obiektami sakralnymi najważniejsza nepalska świątynia hinduska Pashupatinath oraz stupa buddyjska Baudhanath będąca obiektem dla wszystkich buddyjskich szkół znajdują się dość blisko siebie. Dzieli ich zaledwie półgodzinny spacer (wcale nie taką krętą) uliczką…

Subskrybuj mój kanał youtube – film poniżej.

Wycieczka do Pashupatinath Temple, Kathmandu – kilka dni przed Shivaratri sadhu zaczynają się zbierać w świątyni

Artykuły powiązane

Zostaw komentarz

Войти с помощью: